II Klasyk beskidzki 03.05.2012
Dzisiaj trzeciego maja wystartowała druga edycja Klasyku Beskidzkiego. 1:46 h ścigania po górach, temperatura około 26 stopni, warunki idealne. Tempo szybsze niż w tamtym roku, aż do Bielanki trzymam się w czołówce. Pod górę zaczyna się rwać, niestety trochę zostaję ale nie odpuszczam. Na płaskich odcinkach brakuje współpracy, ciężko dojść grupki z przodu. Mimo to na metę dojeżdżam na 44-tej pozycji z 4 minutową stratą do zwycięscy. Tempo spore ja mam średnią 35,6 prawie tyle co lider z tamtego roku, średnie tętno z trasy 174 u/min !. Jestem zadowolony, dużo lepiej się jechało, niż w poprzednim roku, jednak jeszcze wiele pozostaje do zrobienia. Na razie wracam do standardowych treningów.
Kryterium Nowy Sącz 17.06.2012
Drugie kryterium w Nowym Sączu, jedziemy w trójkę startujemy w dwójkę. Ja i Paweł Źrebiec, nastroje dobre. Zapowiada się upalny dzień i taki jest. Dowiadujemy się że będzie tylko 15 okrążeń, na starcie staje około 30 zawodników. Tylko tyle z powodu mistrzostw Polski w Psarach. Sam wyścig przebiega spokojnie peleton jedzie dość wolno nikt nie chce ciągnąć, mimo to zdarzają się skoki i trzeba trochę "spawać". Pewnie nie potrzebnie tyle skaczę i wychodzę na zmianę, dodatkowo na 2 okrążenia przed metą próbuję doskoczyć do uciekiniera. Tracę dużo sił bez żadnych korzyści. Na finiszu niestety brakuje przyjeżdżam na 17 miejscu. Jestem zadowolony, następnym razem będę jechał ostrożniej. Pozdrawiam
Pętla beskidzka 07.07.2012
Czwartek o 23 wracam do domu z pielgrzymki rowerowej, 650 km w 6 dni trochę to czuję. Pisałem wcześniej do chłopaków czy ktoś nie jedzie na wyścig w niedzielę, niestety każdemu coś wypadło. Jednak w piątek dzwoni do mnie "Piekieł". Mówi że ma jedno miejsce i jedzie w piątek, przy okazji dowiaduję się że wyścig jest w sobotę !. Pomyślałem że sezon jest krótki więc trzeba korzystać z każdej okazji. Wyjazd w piątek po meczu siatki, jedziemy do Bielsko-Białej tam mamy nocleg u znajomego. Wstajemy po 6 i zaczynamy się powoli zbierać, pogoda zapowiada się dobra. Jesteśmy w Wiśle przed 9 spokojnie odbieramy numerki, przyjężdża coraz więcej ludzi, atmosfera robi sie coraz bardziej "wyścigowa". Mają nas puszczać kategoriami najpierw Giga potem Mega. Ja startuje o 11 a Marcin o 11.05. Zaczyna robić się coraz cieplej.
Startujemy, od razu lekko pod góre aż na Salmopol, pierwsze 3 kilometry w miarę płaskie tempo spokojne, kolejne 5 km aż na szczyt jest bardziej ostre i ciężko liczyć na wypłaszczenie. Na ulicy widzę napisy 5km, 4km, 2km, mała grupa (8-9 osób) zaczyna mi odjężdżać ale jade praktycznie maxa, myślę że lepiej trzymać swoje mocne tempo ale odpuścić. Oglądam się za siebie nie ma nikogo, troche osób się urwało. Potem będzie zjazd na którym będę sam na pewno ich nie dogonie, ale nic nie poradzę. Dojężdżam na szczyt jakieś 20 metrów przedemnom widzę gościa z B Giga miał awarię, doganiam go i grzejemy przez szczyrk 50 km/h +, grupy ciągle nie widać. Oglądam się jedzie z góry 3 zawodników, dochodzą nas. Gonimy nasz peleton i wkońcu dochodzimy, tempo spada, jedziemy raczej spokojnie na "hopkach" idą małe ataki, utrzymuję się chociaż nie jest lekko. na 50 Km pierwszy bufet, kilku pierwszych łapie kubki, ja muszę się zatrzymać bo nie ma mi kto podać wody. Połykam 2 kubki i ogień, niestety mam 30 metrów straty na podjeździe, jadę z numerem 63 "KTM" którego serdecznie pozdrawiam. Niestety nie doszliśmy grupy ale jedziemy swoje w miare mocno dochodzi do nas trzeci zawodnik. Dość długo jedziemy razem, na podjeździe na kubalonke jest naprawde gorąco wody coraz mniej, spodobało mi się stwierdzenie towarzysza z "KTM-u", że dziś będzie "walka charakterów". W pewnym momęcie mija nas grupka z kategorii B, jestem w stanie utrzymać się jakieś 50 m to wszystko. Mastersi to mastersi widzę że ktoś od nich odpadł, cel to dogonić go. Kubalonka jest dość sztywna, staje na pedał, widzę że kolega z KTM-u zostaje powoli. Dochodze gościa z "B". Jedziemy we dwóch, mówi mi że zostało 8 km zjazdu i 13 km podjazdu pod Salmopol. Pytam czy zatrzymuje się na bufecie, mówi że nie. Łapię kubek ale nie wiele wody w nim zostaje, w bidonach prawie pusto. Mój towarzysz fajnie zjężdża, trzymam się go. Na wypłaszczeniu mijamy Krzyśka Szarego, niestety nie siada na koło. Zaczyna się podjazd i "walka charakterów". Każdy pyta o wodę oczywiście nikt nic nie ma a słońce daję się we znaki. Trzymam równe mocne tempo i mijam kilku zawodników przed finiszem, mam na plecach dwóch gości. Wstaje na pedał i daję małą "bombe" zostawiłem ich i wjężdzam na mete z czasem 3:18:17. Dochodzę do siebie parę minut, nie pamiętam kiedy tak długo wracałem do siebie. W kategori 8 miejsce na 49, w open 26 na 250. Jestem bardzo zadowolony z tego startu, najlepsza pozycja w życiu. Nie ukrywam że nie było dużo mocnych zawodników, ale i tak jest dobrze.
Puchar Fiata 08.09.2012
Na to czekaliśmy kilka miesięcy ! Wyścig na naszym terenie. Dużo znajomych, przyjeżdża również Grupetto Gorlice w składnie Sebastian Chłanda, Wojtek i Arek Gubała. Ostatni trening zrobiłem w czwartek z "Piekłem" i Marcinem Nidziółką podjechaliśmy 3 razy Sołonkę i do domu czułem że noga nawet podaje. Bardzo pomogły masaże Gosi :).
Dzień przed zawodami mała "spalara" ale staram się wyluzować, jakieś winko wieczorem ;). W sobotę rano pogoda trochę nie dopisuje jest mokro i lekko mży. Grupetto przyjeżdża koło 9 nastroje dobre, rozmowy o trasie co ubrać itp. Jedziemy samochodem na zapisy potem wracamy i na rowerach na start. Spotykamy trochę znajomych. W sektorach staram się ustawić bardziej z przodu jestem koło "Błażeja" Gruppeto trochę z tył. Marznę lekko na starcie no ale nic nie poradzę.
Ok startujemy, koło Filharmonii potem na most Zamkowy i kierunek Kwiatkowskiego od początku idzie ładne tępo ale utrzymuję się w miarę z przodu. W Budziwoju mała "hopka" raczej nie robi na mnie wrażenia ale tempo wysokie. Znamy tą trasę idealnie jeździliśmy tu na zbiórkach od "Larego" praktycznie co tydzień :). Podjazd pod Przylasek zaczyna się selekcja, nie jestem w czubie ale cisnę mocno swoje tempo, wyprzedzam trochę osób potem skręt na Splendor i wypłaszczenie łapie grupce koło i łapie oddech. Koło mnie śmiga "Błażej" i macha ręką żeby siąść na koło, cisnę za nim wyprzedzamy z 10 osób i na zjeździe mamy czysto, gonimy dalej mijamy zawodnika. Przed nami najstromsza sztajcha około 20 % jestem na to przygotowany idę mocno, tu nam kibicuje "Piekieł" dodaje mi to otuchy chociaż miał jechać z nami ! Pod koniec ścianki widze Krisa ! Myślę że muszę siąść na koło we 2 będzie lepiej. Dochodzę go po kilkuset metrach przed nami zjazd. Na zjeździe niebezpieczna sytuacja, gość przed nami ląduje w rowie a rower na środku ulicy. Wymijamy z Krisem w ostatniej chwili. Zaczyna się następny podjazd pod hotel Splendor. Po drodze łapiemy jakiegoś gościa i Marcina Nidziółkę. Jedziemy w 4, tempo mocne myślę że nie wytrzymam takiego do mety ale ryzykuje i cisnę ile fabryka dała. Kolejny zjazd my dalej w czwórkę. Niecały kilometr po płaskim i znowu podjazd w sumie 3,5km w tym kilometr ostrego. Marcin coś odstał ale zaraz doszedł. Zaczyna się znowu mocne tempo, pod koniec ostrego kilometra łapiemy jakiś 2 gości, nie znam ale Marcin i Kris wymieniają pare słów. Zaczyna się jeszcze mocniej widzę że powoli Marcin z nieznajomym odjeżdżają a mi odjeżdża Kris ! Ale łapie go na wypłaszczeniu za mną jeszcze jeden zawodnik. Znowu zjazd i jakieś 3 kilometry po płaskim i najlepszy podjazd Sołonka. Marcin i nieznajomy ciągle w zasięgu wzroku ale nie doganiamy. Zaczyna się Sołonka znowu w trójkę idziemy w trupa. Marcin odjechał... Na górze mówię Krisowi żeby minimalnie odpuścił bo zejdę zaraz a potem na prostej nie będzie kto miał dać zmiany. Nie wiem czy zwolnił ale jak usłyszał Larego że mamy 2 minuty straty i jedziemy na pierwszą dziesiątkę to wstał z siodełka ! Na szczęście koniec podjazdu zaczynamy szybki zjazd, urywam lewy blok !! Nie mogę się wpiąć ale trzeba jechać, czasami zsuwa mi się noga ale nic nie poradzę tempo mocne jedziemy po zmianach, przed nami przed ostatni kilometrowy podjazd potem tylko przylasek i płasko. Nasz trzeci towarzysz odjeżdża nam na podjeździe ja nawet nie mogę wstać z siodełka przez pedał... Cisniemy z Krisem wyjeżdżam z zakrętu na przylasek od sztywniejszej strony oglądam się a Kris 30 m za mną i krzyczy że ma gume ! Pomyślałem tylko o ładnych paru kilometrach samemu pod wiatr ale myślę idę w trupa co ma być to będzie. Na zjeździe staram się jeszcze trzymać puls ale na prostej cisnę ile mogę tętno koło 184 prędkość od 35 do 40+ i modlę się żebym wytrzymał do mety za mną nikogo przede mną nikogo. Grzeje ile sił w nogach choć już mocno je czuję, oddech ciężki dojeżdżam do Rzeszowa przed mostem zamkowym dochodzi mnie 5 zawodników dwóch z mojej kategorii. Bez bloku nie jestem w stanie odpowiedzieć i na mecie przyjeżdżam za nimi.
Wiem że dałem z siebie wszystko, jestem zadowolony choć trochę zły na przypadki losowe. Szkoda że Kris złapał gumę, jak zwykle jest w świetnej dyspozycji. Dobrze mu siadłem na koło :).
Z niecierpliwością czekałem na wyniki. Jestem 7 w swojej kategorii i 13 w open ! Dla mnie to życiowy wynik. Duży progres w tym roku, oby tak dalej :).