Rzym 2014 !

Witam wszystkich serdecznie, chciałbym ten artykuł poświęcić jakże wspaniałej pielgrzymce jaką była pielgrzymka rowerowa do Rzymu !
Dość długo zbierałem się do napisania tego artykułu, tak dużo się działo że nie wiedziałem od czego zacząć ! Powoli jednak zbierałem myśli i postanowiłem podzielić się swoimi relacjami, przemyśleniami. Mam nadzieję że was nie zanudzę :)

Zaczynamy !


2 lipca wyjazd z parafii św Józefa Sebastiana Pelczara, piękny letni dzień. Staje na starcie kolejnej już pielgrzymki z 40 innymi pątnikami, wraz z ich rowerami :). Żegna nas ks. Biskup Edward Białogłowski, nasze rodziny i przyjaciele. Kilka osób jedzie z nami nawet do Czudca.

Pierwsze dni pielgrzymki przejeżdżamy przez Słowację, zaczynamy się poznawać z towarzyszami naszej podróży. Przypominam sobie jak wygląda pielgrzymkowe życie: śpiwory, karimaty, wstawanie o 5.30 i wiele godzin w "siodełku" każdego dnia.

Zapomniałem powiedzieć że moja perspektywa jest trochę inna od uczestników pielgrzymki. Jestem pilotem pielgrzymki a moim zadaniem jest, prowadzenie całej grupy wyznaczoną trasą, blokowanie skrzyżowań, dbanie o porządek podczas jazdy ;).

Pierwszy dzień odpoczynku mamy w Hartbergu w Austrii po 5 długich dniach jazdy. Szczerze mówiąc wyczekiwałem tego dnia. Na słowackich podjazdach nie odpuszczałem jechałem w dość mocnym tempie co dało się we znaki po 5 dniach jazdy w słońcu.

Po regeneracji sił w dniu wolnym austriackie Alpy nas nie rozpieszczają. 2 dni w ciągłym deszcze przypominają nam o prawdziwych trudach pielgrzymowania. Poranne wstawanie robi się trudne, składanie mokrych namiotów, mokre ciuchy, śniadanie w deszczu i zimno...
Jednak, codziennie wzmacnia nas Eucharystia i Najświętszy Sakrament. To daje nam mobilizacje i przypomina dlaczego tu jesteśmy :)

Mijając pielgrzymów w strugach deszcze wiele razy myślałem jak to się dzieje że jedziemy ?
Starsi i młodsi pątnicy na różnych rowerach w różnej formie, mniej lub bardziej znający technikę kręcenia na rowerze a pomimo to ciągle powoli posuwamy się do przodu. Wiele razy miałem ochotę wsiąść do samochodu, ale przecież nie mogłem zawieść całej grupy.

Okazało się że najlepsze dopiero przed nami, Włochy również przywitały nas dość ozięble, a szczególnie Colle del Barbotto słynna przełęcz już po raz kolejny na naszej trasie. Tym razem w wyjątkowych warunkach ulewy i gradu ! Na szczycie mamy postój gdzie miły Włoch robi nam w swojej kawiarence gorącą herbatę i rozdaje ręczniki. Przed nami zjazd ! dopiero będzie zimno. Przyznam że nie jestem odporny na zimno, na zjeździe mam aż drgawki zmarzłem jak na legendarnej pielgrzymce do Fatimy ! Ciągle powtarzałem sobie że to minie i nie długo będę pod ciepłym prysznicem, chyba pomogło :)

Jednak przed nami jeszcze upały w Rzymie, i kilka etapów skąpanych we włoskim słońcu, udaję się nawet zaliczyć noc pod chmurką nad Adriatykiem :).

W trakcie jazdy oczywiście nawiązuję się mnóstwo relacji, poznaje wspaniałych ludzi. Nie sposób tu opisać wszystkich zabawnych sytuacji czy poważnych rozmów przeprowadzonych ze wspaniałymi ludźmi.
Np. wyprawa na Asyż nocą czy pierwszy raz widziany przeze mnie wschód księżyca !

Rzym widzę po raz kolejny ale zachwyca mnie jak zawsze :). Polecam wszystkim to piękne miasto.
Nie chcę się tu dalej rozpisywać bo mało kto tyle przeczyta :P, gdyby ktoś chciał wiedzieć więcej to zawsze jestem otwarty na rozmowę. Pozdrawiam wszystkich !

Zdjęcia:
https://www.facebook.com/dchlanda/media_set?set=a.1506450052919821.100006645213773&type=3

                                    



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz