Rimini 2014 !

Jedziesz do Rimini ? Napisał do mnie Brat na długo przed wyjazdem. Już wtedy wiedziałem że pojadę :).
Musiałem wyrwać się na parę dni i porządnie pojeździć. Wyjeżdżaliśmy 28 lutego w piątek o 3 w nocy. Ja wsiadałem przed ostatni, w busie już panowała wesoła atmosfera ;). W Starym Sączu zabraliśmy Arka. I w składnie: Rafał, Sebastian Ch, Sebastian B, Alicja, Sławek, Arek i ja wyruszyliśmy na Włochy !

Podróż minęła spokojnie, swoimi kawałami bawili nas ciągle Rafał i Sławek :).
Przyjechaliśmy do Rimini około 21, wypakowanie noszenie bagaży itp. warunki bardzo fajne, zapowiadają się świetne wakacje.

W sobotę pogoda przystępna, słonecznie jednak jedziemy na długo. W planie jest rozjazd około 3 h wzdłuż morza. Wychodzimy przed hotel i akurat przejeżdża grupka około 40 włochów, od razu wiemy gdzie jesteśmy, tak to są Włochy ! Tu kolarstwo jest na pierwszym miejscu.
Wsiadam na rower i zaczynam kręcić czuję się jak w niebie noga "świeża" kręci super, ok dziś rozjazd od jutra pokręcimy mocniej. Tyle w teorii ;). Na trasie co chwile mijają nas włosi na początku machamy z przyzwyczajenia, ale tam nikt nie mach bo trzeba by było ciągle puszczać kierownice tyle ich jest ! Pierwsza hopka i zaczyna się zaciąganie :). W drodze powrotnej jedziemy inna trasę, trafiamy na fajny podjazd koło 4 km oczywiście tętno nie spadam poniżej 180 i już wiem że żyje i po co tu przyjechałem ;).
W drugi dzień chcemy zaliczyć San Marino, szykuję się dłuższy podjazd około 12 km. Wszyscy są szczęśliwi, pierwsze 20 km po płaskim bez zaciągania, rozkręcenie. Przed podjazdem mija nas jakaś grupka Włochów ale nikt się nie podnieca jedziemy swoje. Zaczyna się podjazd, trochę podkręcam tempo, Arek obowiązkowo na kole i tak jedziemy, nasi trochę zostają (jedyni rozsądni :)). My zaczynamy się nakręcać, mijamy włochów w grupkach po dwóch, cały czas pod górę jakieś 6 %. Nikt nie siada na koło, do czasu ostatniej pary włochów którzy się nas "łapią", podkręcam tempo, raz ja raz Arek na zmianie, trzymają się mocno. Nie wiem ile do końca ani dokładnie jak jechać ale to się nie liczy :), robi się coraz stromiej jeden z Włochów wychodzi na zmianę, zaczyna się robić ostro ! Rondo wypłaszczenie, patrze a tam z 10 %, ale co robić wstaje i jadę. Nasz nowy przyjaciel zaatakował widzę że jest mocny, ale nie odpuszczamy z Arkiem. Dochodzimy go wyprzedamy drugiego, zaczyna tracić. Tętno wysokie, oddech ciężki ale ciśniemy, Włoch znowu odjeżdża, my "orzygani" ale to nie ma znaczenia ciśniemy ile fabryka dała dochodzimy go. Rondo wypłaszczenie, nie wiem ile do końca. Rozpędzam się na wypłaszczeniu atakuje Włocha, arek trochę z tył. Wyprzedzam go na 20-30 m znowu zaczyna się "ściana" jadę maksa. Włoch dojeżdża wstaje z siodełka i odjeżdża... Na szczęście to już końcówka. Jestem ujechany do spodu, ale przecież to wakacje :). Jedziemy z włochami do jakiejś ich ulubionej kawiarenki, stawiają nam kawkę, colę, ciasteczko, fajna atmosfera. Zamieniamy parę słów. Gość jest po 40... Po coffe break-u wracamy do naszych i jedziemy na dalszą część trasy robimy około 100 km.


W kolejnym dniu udało nam się zgrać z chłopakami z Nowego Targu, świetni zawodnicy, oczywiście na każdym podjeździe do spodu :). Nie chce mi się opisywać całego dnia, ogólnie robimy koło 150 km. Fajna jazda.



Kolejny dzień planujemy jako regenerację, mamy jechać autobusem do Rimini na zwiedzanie, niestety ten nie przyjeżdża.. "maniana". Idziemy na plaże, po południu wychodzi słoneczko jedziemy na rozjazd koło godziny. 


Kolejne dni mijają na treningach od 100 do 150 km udaję mi się zahaczyć o Col de Barbotto i powtórzyć ten mocny podjazd. Udaję mi się też dotrzeć na Carpegna słynny podjazd na którym trenował Marco Pantani średnie nachylenie 11,5 % ! maksymalne 20 % pół kilometra w pionie :). 


Wyjazd mega udany, super towarzystwo. Podsumowując zrobiłem koło 750 km w pionie jakieś 11 km. 
Na dole parę fotek z wyjazdu. 



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz